Zatrucia - czy można pomóc na własną rękę?
Dr. Michał Nowicki
Autor artykułu

Twój pies zjadł pozostawioną na stole czekoladę albo dorwał się do kosza na śmieci? Pierwsze, co robi większość ludzi, to sięga po telefon i wpisuje „pies zjadł X, co robić”. I prawie zawsze gdzieś pojawia się porada: wywołaj wymioty. Brzmi logicznie, bo skoro trucizna jest w środku, to trzeba ją z psa wyrzucić. Tyle że zwierzaki, którym podano wodę utlenioną albo roztwór soli, często lądują później przez to w gabinecie lekarza weterynarii.

Jeśli pies połknął coś żrącego, jak płyn do udrażniania rur czy mocny detergent, to przy wymiotach jeszcze raz poparzy sobie przełyk. Oprócz tego przy podawaniu płynu przez opiekuna, może on trafić do płuc zwierzaka, a to może skończyć się zachłystowym zapaleniem płuc, które bywa groźniejsze od samego zatrucia. Właśnie dlatego o tym, czy wywoływać wymioty, decyduje lekarz weterynarii, a nie opiekun czy randomowi ludzie w internecie. Lekarz nie będzie ich również wywoływał podając doustnie płyn. Mamy od tego leki, które dla twojego pupila będą zdecydowanie bezpieczniejsze niż domowe metody. Nie warto również samemu podawać na przykład węgla aktywnego. Nie w każdym przypadku on pomoże, a nawet jeżeli jego zastosowanie jest zasadne, to ilości jakie należy podać są tak duże, że większość ludzi po prostu nie ma go aż tyle w domu. Pomijając oczywiście kwestie nakłonienia pupila, żeby zjadł węgiel w tak dużych ilościach.

Sól rozpuszczona w wodzie, podawana przez opiekuna żeby psu zebrało się na wymioty, potrafi podbić poziom sodu na tyle, że może skutkować to obrzękiem mózgu i drgawkami. Wodę utlenioną rzeczywiście przez lata podawali psom nawet lekarze w celu wywołania wymiotów. Jest to przestarzała metoda niosąca za sobą ryzyko wcześniej wspomnianego zachłystowego zapalenia płuc, ale też poparzenia błony śluzowej górnego odcinka układu pokarmowego.

Jest jeszcze druga pułapka, która jest mniej oczywista. Czekanie, bo opiekun liczy na to, że psu przejdzie samo albo ilość spożytej trucizny jest na tyle niewielka, że nie zaszkodzi. W przypadku ksylitolu już bardzo niewielkie dawki mogą doprowadzić do śmierci twojego pupila, ale objawy zatrucia pojawiają się szybko. Z kolei teobromina zawarta w czekoladzie, kumuluje się w organizmie psa, bo w przeciwieństwie do ludzi psy metabolizują ją bardzo wolno. Dlatego w przypadku czekolady objawy zatrucia mogą pojawić się z dużym opóźnieniem, zwłaszcza jeżeli pies dostaje ją regularnie, nawet jeżeli są to niewielkie ilości.
Zanim pojedziesz ze swoim pupilem do kliniki warto dokładnie upewnić się co zjadł pies. Można wziąć ze sobą opakowanie po zjedzonej rzeczy albo chociaż zrobić jego zdjęcie. Przy trutce na gryzonie od tego może zależeć życie twojego pupila, bo od rodzaju zjedzonego preparatu zależy całe leczenie.
Najwięcej przypadków zatrucia dotyczy produktów z waszej kuchni. Czekolady, która im ciemniejsza tym gorsza, choć biała też potrafi narobić kłopotu. Ksylitolu czyli słodzika z gum, cukierków, masła orzechowego i innych słodyczy opisanych jako „bez cukru”. Winogron i rodzynek, niebezpiecznych czasem nawet w małych ilościach. Cebuli i czosnku, po których czerwone krwinki się rozpadają, a objawy mogą pojawić się dopiero po kilku dniach. Surowego ciasto drożdżowego, które w żołądku fermentuje i doprowadza do zatrucia etanolem i silnego zgazowania żołądka. Do tego dochodzą też ludzkie leki przeciwbólowe i płyn do chłodnic, który kusi słodkim smakiem. Wszystkie te rzeczy schowane wysoko i pozamykane najpewniej oszczędzą Ci wielu zmartwień.
Dlatego na wszelki wypadek warto mieć zapisany w telefonie kontakt do najbliższej kliniki weterynaryjnej. Gdyby jednak okazała się ona zamknięta, to aplikacja Furgle SOS pomoże ci szybko znaleźć w innym miejscu.
